środa, 26 sierpnia 2009

Nowoczesny stetoskop

Stetoskop jest rzeczą, której każdy lekarz potrzebuje. Na przestrzeni lat urządzenie nie zmieniało się zbytnio, ale firma 3M postanowiła to zmienić.

Littman Electronic Stethoscope został wyprodukowany przez wyżej wspomnianego producenta i w zasadzie jest normalnym stetoskopem. Jedyną dodatkową funkcją jest możliwość zapisywania dźwięków wychodzących z płuc i serca. Dzięki temu lekarz może porównać stan narządów pacjenta.

Cena tego stetoskopu wynosi 379 dolarów.

Dobra woda z kranu

Woda raz jest za gorąca, a raz za zimna. Pewnie każdy z nas czasem się poparzy albo obleje zimną wodą. Nie jest to przyjemne i można to zmienić.

Kran VADO jest dotykowym urządzeniem, które za pomocą diod pozwala regulować temperaturę wody. Lampki włożone są do matowego plastiku, dzięki temu bez problemu można je zobaczyć.

Kran VADO posiada również informacje o temperaturze wody.

VADO ma trafić na półki sklepowe jeszcze w tym roku. Producent na razie nie zdradził ceny.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Harry Potter i Insygnia śmierci - recenzja książki

„Harry Potter i Insygnia śmierci” to ostatnia część cyklu przygód młodego czarodzieja, autorstwa J. K. Rowling.

W ostatnim tomie serii, Harry i jego przyjaciele – Ron i Hermiona mają do wykonania misję, powierzoną im przez Albusa Dumbledere’a. Celem jej jest odnalezienie i zniszczenie horkruksów- magicznych przedmiotów, w które została zaklęta dusza Tego- którego -imienia-nie- wolno- wymawiać. Trójka nastolatków staje przed trudnym zadaniem, gdyż na drodze do wykonania ich powinności spotkają nie tylko Sam-wiesz-kogo, ale też członków rodziny, i skorumpowane Ministerstwo Magii. Młodym czarodziejom nie sprzyja również okoliczność, że ich wielki opiekun pozostawił im w Testamencie niezwykłe przedmioty, których przeznaczenie jest kolejną z wielu zagadek do rozwiązania. Osoba Dumbledora i tajemnice jego życia stają się kluczowym elementem dywagacji Harrego Pottera, który pozbawiony wsparcia swojego dyrektora, rozpaczliwie walczy o powodzenie planu. Jest to również czas wyborów młodego czarodzieja – wyrzekając się miłości, postanawia za wszelką cenę zrealizować postawione mu zadanie.
Pod wieloma względami powieść odbiega od schematu wcześniejszych tomów poczytnej angielskiej pisarki. Przede wszystkim, większość akcji książki nie rozgrywa się w murach tak dobrze znanego, zaczarowanego Hogwartu, co wyzwala wrażenie obcości i niepokoju.

Szkoła Czarodziejstwa i Magii została w tyle za wędrowcami, którzy przenosząc się z miejsca na miejsce, snuli pełne niepokoju i nadziei plany zniszczenia Najgroźniejszego Czarodzieja Wszechczasów.

„Harry Potter i Insygnia Śmierci” ma sporo elementów książki przygodowej, a nawet kryminału. Na drodze Harrego, Rona i Hermiony pojawiają się kolejne trudne zagadki do rozwikłania, Hogward dostaje się pod panowanie reżimu Severusa Snape’a i Śmierciożerców, w tajemnicy rośnie ruch oporu przeciwko panowaniu zła.

Powieść Rowling ma znacznie więcej elementów grozy niż w poprzednich tomach przygód Harrego. Oprószony śniegiem cmentarz w Dolinie Godryka, dziwny dom pewnej starej kobiety, włamanie do grobu czy lęk przed śmiercią przewijający się w książce. Autorka pozwoliła sobie na pewien rodzaj naturalizmu w opisie przygód trójki przyjaciół, tym bardziej szokujący, gdyż są oni młodzi i niewinni.

Obok Harrego Pottera bohaterką książki jest Śmierć, dosłownie i w przenośni, oraz tytułowe Insygnia. Śmierć została przedstawiona wielorako: jako sprytna postać w bajce, śmierć jako rozkład ciała, i wreszcie śmierć, której obawiają się ludzie.

Motyw Insygnii Śmierci to zdecydowanie najciekawszy wątek w powieści, zgrabnie wpleciony w fabułę, nadaje książce klimat baśniowości, ale i złowrogiej aury.

Rowling znakomicie przedstawiła zmagania bohaterów, ich lęk, wyizolowanie w zimnym, ośnieżonym lesie czy starym domu. Również przyjaźń trójki przyjaciół została poddana próbie, gdyż brak jedzenia, nadziei i sukcesów, niszczą ducha nawet u największych bohaterów. Opis, w którym Chłopiec, Który Przeżył rozumie już, jakie jest jego przeznaczenie, i czego musi dokonać, chwyta za serce.

Podobnie jak hobbit Frodo, który niesie Pierścień, aby go zniszczyć w Górze Przeznaczenia, tak Harry dźwiga swojego horkruksa, który ma zły wpływ na jego ciało i umysł.

W „Harrym Potterze i Insygniach Śmierci” nadszedł czas na odkrywanie tajemnic. Dramatycznych sekretów czarodziejów: Albusa Dumbledore’a, Severusa Snape’a, a nawet samego Voldemorta. Pojawia się także próba zrozumienia, jaką wartość ma życie i dlaczego ludzie poświęcają je dla innych? I, parafrazując słowa Dumbledora, co jest gorsze – życie bez miłości czy śmierć z miłości?

Ostatnia część cyklu Rowling jest tomem, w którym nie ma już niejasności i następuje czas na podjęcie ostatecznych decyzji. Wiadomo już, kto stanie za Voldemortem, a kto mu się sprzeciwi. Wieloletni wrogowie nie ograniczają się już do wymiany złośliwości, zaczynając walczyć ze sobą na śmierć i życie.

Ostateczna bitwa między obrońcami Hogwartu, a poplecznikami Sami-wiecie- kogo jest kulminacją całego cyklu o młodym czarodzieju, która musi nadejść. Lecz finalne starcie nie jest końcem, to raczej burza, która musi nastać, przynieść zniszczenie, aby potem znów mógł pojawić się piękny dzień.

Sylwia Włodyga

piątek, 21 sierpnia 2009

Twilight („Zmierzch”) - recenzja filmu

Bardzo ciężko zrobić dobrą adaptację, porywając się na tak popularną, i przede wszystkim ciekawą serię, jaką rozpoczyna książka „Zmierzch”. Powieść Stephanie Meyer oczarowała cały świat, nie w mniejszym tempie jak „Harry Potter”. Po nowoczesny romans
w klimacie Wesa Cravena sięgnęli młodzi, starsi, dziewczyny jak i chłopcy.

Pierwsza część rozpoczyna serię czterech książek: „Zmierzch”, „Księżyc w nowiu”, „Zaćmienie” i „Przed Świtem”. Tom pierwszy jest swoistym czubkiem góry lodowej, gdyż sama historia w niej opisana jest bardzo ciekawa, i jest to opowiadanie trochę z innej beczki niż reszta dotąd wydawanych książek w ostatnich latach dla młodzieży. Według Meyer wampiry mogą swobodnie poruszać się w świetle słonecznym, posiadają ogromne możliwości, są piękni i rządzą swój świat bardzo surowymi prawami. Dzielą naszą planetę z inna potężną rasą wywodzącą się z najstarszych plemion północnoamerykańskich Indian. Źródłem ich siły jest krew wilkołaków, która pozwala im w razie potrzeby trzymać wampiry w ryzach lub odeprzeć ich ataki. Podstawą całej historii jest romans, między ludzką dziewczyną, a wampirem o imieniu Edward. Doprowadza to oczywiście do wielu komplikacji i mrocznych tajemnic, które główna bohaterka Izabela, wraz z autorką, ujawniają nam w miarę czytania kolejnych tomów. Film „Zmierzch” jak sama nazwa wskazuje, jest ekranizacją pierwszej części. Bella poznaje w miasteczku, do którego się przeprowadza, wampira, o którym chce dowiedzieć się jak najwięcej. Edward, należy do rodziny, która od wieków żywi się tylko zwierzęcą krwią i stara się surowo przestrzegać reguł podziemnego świata. Główni bohaterowie dopiero się poznają, powoli zakochują w sobie, a to doprowadza do konfliktu z inną grupą wampirów, którzy mają zamiar zapolować na Izabelę. Oprócz tego mordują w Forks ludzi i nie mają zamiaru przejść na „wegetarianizm”. Nasza bohaterka nie jest jednak bezbronna, w jej obronie stanie niezwykle utalentowany i potężny Edward. Miasteczko posiada też wiele tajemnic, takich jak sekret jednego z przyjaciół Belli, Jacoba. Późniejsze perypetie bohaterów odkryją przed nami odpowiedzi na pytania, które balibyśmy się nawet zadać. A zło, z którym przyjdzie się zmierzyć, przekracza wszelkie granice.

Film niestety nie zaskakuje. Jeśli wcześniej nie przeczytaliśmy książki, produkcja sprawi, że po seansie nie będziemy mieli ochoty po nią sięgnąć. Opowiadania są wciągające i pisane w nowym, nietypowym stylu. Adaptacja kinowa natomiast nie zaskakuje i nie powala na kolana. Jest to zwykły film romantyczny, z dodatkiem motywu wampirów i paru akcji wzbogaconych paranormalnymi mocami. Produkcja nie wywodzi się niczym specjalnym i ciekawym, co spowoduje, że fani książek uznają część pierwszą za zmarnowaną. Ekranizacje dzisiaj zazwyczaj są reżyserowane z dużym rozmachem i zachwycają fanów wersji drukowanej. Mam nadzieję, że po odejściu obecnego reżysera, kolejne adaptacje oddadzą całą magię twórczości Stephanie Meyer, bo jest to materiał na fantastyczne filmy, które będą nie tylko dobrymi produkcjami, ale może wprowadzą nowy gatunek filmowy jak np. „dark fantasy romance”. Przyjdzie nam na to czekać aż do 2010 roku, oby było warto.

Kuba Lipczik, film, recenzja
Warszawa, 14.12.08r.
Reżyseria: Catherine Hardwicke
Scenariusz: Melissa Rosenberg
Obsada: Kristen Stewart
Robert Pattinson
Billy Burke
Gatunek: romans, fantasy
Ocena: 5/10

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

"Zapach kobiety" - recenzja książki

Emerytowany i samotny kapitan, Fausto G, który stracił wzrok w wypadku, chce w luksusie spędzić tydzień swojego życia. W podróży do Turynu i Neapolu jego towarzyszem będzie młody chłopiec studiujący w szkole wojskowej – Jaś, który będzie opiekunem kapitana. Dla niego ta propozycja wydaje się bardzo intratna, ale dosyć szybko przekona się, że jego podopieczny może okazać się bardziej męczący niż poranna musztra.

Historia, po przeczytaniu wyżej napisanego streszczenia, przypomina tę znaną z filmu „Zapach kobiety”. Zwłaszcza, że sam reżyser podkreśla, że jego dzieło powstało na motywach powieści napisanej przez Givanni’a Arpino. W praktyce jest jednak zupełnie inaczej, gdyż książka różni się zasadniczo od filmu. Nie znajdziemy w niej bowiem opisu luksusowych hoteli, nie ma też nic o tym, że Jaś ma jakieś problemy w szkole. Zabrakło też mądrości, którymi sypał podpułkownik. W skrócie nie można porównywać książki do filmu czy też odwrotnie. To jakby zupełnie inne historie. Jedynymi wspólnymi ogniwami są tutaj następujące motywy: postać przygnębionego kapitana/podpułkownika, opiekun (Jaś/Charles), motyw podróży, brat kapitana (w książce ksiądz w filmie wojskowy).

Kapitan niestety bardzo różni się od podpułkownika Franka Slade’a. Tak jak wspomniałem nie sypie mądrościami, wręcz przeciwnie, jest raczej niewychowany. Obraża wszystkich i wszystko, a tak naprawdę nie ma ku temu podstaw. Przez takie cechy postać ta wydaje się okropna i niezbyt przyjazna. Nie można z niej zaczerpnąć żadnych mądrości. Kapitan przypomina tutaj pustego, niezbyt inteligentnego wojskowego.

Autor książki również nie popisał się wybitnym językiem. Zdania są często szarpane i niedopowiedziane. Czasami trzeba kilka razy przeczytać napisane kwestie, aby zrozumieć o co chodzi kapitanowi. Dodatkowo, autor potrafi zrobić niemiły zabieg przeniesienia czytelnika do innej sceny. Przykładowo, raz opisuje bar, by za chwilę uciąć temat i przenieść akcję do pokoju hotelowego. Osobiście nie lubię takich metod, gdyż przez takie zabiegi dzieło wydaje się niespójne.

Mimo wszystko, podróż kapitana musi mieć jednak cel – niezamierzony, ale ma. Na 60 ostatnich stronach dowiadujemy się, że głównego bohatera ktoś jednak kocha i właśnie ta miłość ochroni go przed załamaniem. Będzie to zarazem jedyna nauka, którą uzyska Jaś. Resztę książki zajmują dziwne opisy przydrożnych hoteli, zabawy i rozmowy z dziewczynami, oraz nic nie wnoszące do życia dialogi z Jasiem, w których kapitan cały czas go obraża albo prosi o whisky.

Kupując tę książkę spodziewałem się naprawdę czegoś wybitnego. Niestety, zawiodłem się i to bardzo, gdyż nie ma w niej nic z filmu. Prosta, kiczowata fabuła, niczym nieokraszona sprawia, że na dobrą sprawę zastanawiam się, po co ja to czytałem? Chyba tylko dlatego, że jestem ciekawy i nie mogłem oprzeć się pokusie porównania książki do filmu. Jak to ujął kapitan podczas rozmowy z przybyszem, który usiadł w jego przedziale: „Nie chcę znać nieużytecznego imienia”. Analogicznie można to stwierdzenie odnieść do książki.

Dawid Nawrocki

niedziela, 16 sierpnia 2009

Wampiry. Edward Cullen – wampir doskonały?

Przystojny, szarmancki i tajemniczy – obiekt westchnień nastolatek i wrażliwych pań w każdym wieku. Któż to taki? Czyżby nowe wcielenie Jamesa Bonda? Nic bardziej mylnego. Mowa bowiem o Edwardzie Cullenie, bohaterze cyklu Zmierzch autorstwa Stephenie Meyer. Być może pod wieloma względami przypomina on Agenta 007, lecz panów dzieli zasadnicza różnica – Edward jest wampirem i nad martini („wstrząśnięte, nie mieszane”) przedkłada inne trunki..

Wampir Edward i jego romans z amerykańską nastolatką Bellą uwiódł wyobraźnię wielu ludzi. Dlaczego tak się stało?

Wizerunek wampira zaczął się wykształcać w połowie XIX – tego wieku. Niewątpliwie pierwszym literackim krwiopijcą był lord Ruthven, bohater noweli „Wampir” Johna Williama Polidoriego. Bohater dzieła był postacią mroczną, złowieszczą i skrytą pod ciemnym ubiorem. Atrybut ten, jak i czerń weszły na stałe do klasycznego wizerunku wampira. Krwiopijca, niezależnie od wersji wampirzego mitu, jest istotą złą. Pije krew, niosąc śmierć, jest wybrykiem natury („żyje” a jednocześnie jest martwy), przyprawia ludzi o lęk, a jednocześnie fascynuje.

W najsłynniejszych powieściach wampirycznych, takich jak Dracula Stokera, Carmilla Sheridana Le Fanu czy Wampir Polidoriego, krwiopijca to istota, która może żyć wiecznie, ale jednocześnie ma swoje słabości, dzięki którym można ją zniszczyć (światło słońca czy osikowy kołek to wyjątkowo skuteczne metody zwalczania wampira). Upiór może wabić ludzi dzięki swoim nieprzeciętnym mocom: hrabia Dracula potrafił zmieniać się w zwierzę, Carmilla rzucała urok ofiary, podobnie jak lord Ruthven.

Od XIX wieku do współczesności wampir zdążył ewoluować. W Kronikach Wampirów Anne Rice czy serialu Czysta Krew (2008, reż. J. Dahl) można zaobserwować postępującą idealizację upiora, jego wyglądu oraz charakteru. Ta idealizacja łączy się również z uczłowieczaniem wampira, który zaczyna przeżywać emocje, w tym winę, a co za tym idzie chęć odkupienia. Jednym zdaniem – upiór staje się człowiekiem.

Z pewnością Edward Cullen ma być tą szczytową formą wampira, albo, jak kto woli, wampirem idealnym. Bohater ma olśniewającą urodę, nienaganne maniery, i jak ognia unika krwi ludzkiej. Poza tym jest zakochany. Jego skóra lśni na słońcu jak diamenty ( mit o śmiercionośnym działaniu słońca okazuje się wierutną bzdurą!), jego ruchy są niewiarygodnie szybkie, a zmysły ostre jak brzytwa.

Edwardowi obce są bolączki egzystencji, nuda czy bezsens (w końcu posiada nieśmiertelną jak on sam rodzinę), a żywot urozmaica mu umiejętność czytania w myślach i rozgryzanie zagadkowej śmiertelniczki.

Można przypuszczać, że Stephenie Meyer (świadomie lub nie) obdarzyła swego bohatera najznakomitszymi cechami wampirzego gatunku, zupełnie pozbawiając go ciemnych stron istnienia „dziecka nocy”.

Dzięki temu zabiegowi Edward staje się czymś więcej niż tylko ideałem swego gatunku – jest również mężczyzną, którego się pożąda, nawet bardziej niż przedstawiciela rasy ludzkiej.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że wampiryzm Edwarda jest tylko dodatkiem do jego osoby, mającym decydować o atrakcyjności bohatera, jeszcze jednym elemencie budującym jego (jakże pociągający!) wizerunek.

I tak oto wampiryzm został przedstawiony banalnie, pełni funkcję błyszczącego świecidełka przyciągającego czytelnika ( a raczej czytelniczkę). Wampir nie budzi strachu ani fascynacji. Jest kolejnym elementem popkultury, obok wilkołaka Jacoba, „przeciętnej nastolatki” Belli i tkliwego romansu „którego nawet śmierć nie rozłączy”. Wampira da się lubić, a nawet kochać.

Warto zauważyć, że w cyklu Zmierzch jest podział na dobre wampiry (raczące się krwią zwierzęcą), jak i złe wampiry (preferujące raczej ludzkie płyny). Niech ten podział nikogo nie zwiedzie. Wampir jest istotą, która z założenia nie może być dobra, gdyż z jej postacią zawsze związane są krew i śmierć.

Lśniący na słońcu Edward Cullen może być bardziej niebezpieczny niż klasyczny upiór, gdyż próby uczynienia z niego dobrego wampira, podkreślają jego głęboko skrywaną prawdziwą naturę – nocnego drapieżcy spragnionego krwi.

Sylwia Włodyga

piątek, 14 sierpnia 2009

Spektakl ,,Operetka’’ w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego


Prezentowany w Studiu Teatralnym Dwójki spektakl ,,Operetka’’ w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego , jest telewizyjną wersją przedstawienia, zrealizowanego przez Teatr Narodowy w 25 czerwca 2000 roku.

Sam tytułowy pomysł jest genialny. Utwór charakteryzuje odległy od tradycyjnego sposób budowania akcji dramatu – brakuje związków przyczynowo – skutkowych między poszczególnymi elementami fabuły oraz realistycznej – z punktu widzenia psychologicznego motywacji- poczynań postaci scenicznych.

Podejmując istotne problemy egzystencjalne , spektakl stawia pytania o granice prawdy i fałszu, o istotę wolności i zniewolenia człowieka, o wzajemne układy między sferą „inni” i „ja”, wreszcie o rewolucję – wciąż od wieków powtarzany „zakręt” historii. Czym ona jest? Czy burzeniem skostniałego porządku? Czy może jeszcze czymś innym?

Tym właśnie sposobem sztuka, którą pierwszy raz ujrzałam na zajęciach z teatru, zrobiła na mnie ogromne wrażenie . Właśnie ,,Operetka’’ pozwoliła mi zastanowić się nad problemami nurtującymi każdego człowieka w okresie Polski zniewolonej.

U Gombrowicza nie można znaleźć jednoznacznych odpowiedzi na te pytania, bo według niego „Literatura nie jest od rozwiązywania zagadnień – ona je stawia” – robi to w sposób niezwykły i oryginalny, daleko odbiegający od ustalonej w tradycji konwencji. Wobec powagi i wzniosłości historii, operetka jako forma niższą, naznaczoną znamieniem tandety, śmieszności, idiotyzmu , jest gotową parodią , a u Gombrowicza funkcjonuje na podobnej zasadzie jak mickiewiczowski obrzęd „Dziadów”.

Dzięki temu sztuka, mimo równie szerokiego horyzontu jak w ,,Historii’’, jest bardziej skrótowa, lekka. Jej intryga jest równie głupia jak teksty operetek: na zamku Himalaj bogate fircyki: hrabia Szarm, syn księcia Himalaj: baron Firulet przy pomocy najętych złodziejaszków uwodzą cud dziewczynkę – Albertynkę.

Ponieważ do zamku zjeżdża z Paryża, sam słynny Fior, światowy mistrz i dyktator mody, odbywa się tam wielki Bal Maskowy, Konkurs na Nową Modę.

Gombrowicz posiadający swoją wizję człowieka w ,,Operetce’’ , operuje dwiema kategoriami:

Nagością i strojem. Człowiek naturalny według niego to człowiek nagi.

,,Historia modą jest’’. Historia pragnie – jak mówi Fior, dyktator mody - ,,nowy dać wygląd człowiekowi’’. Toteż historię XX wieku, podczas Balu Maskowego prezentuje jako rewię mód (stara arystokracja, dekadencja w stylu wiedeńsko – habsburskim, generał w mundurze oficera hitlerowskiego, markiz jako kapo obozowy, profesor, teoretyk – marksista jako zamaskowany terrorysta, kamerdyner – czołowy agitator itd.). ,,Operetka’’ stwarzająca niezwykłe możliwości teatralne ,dzięki historii pojmowanej jako rewia mód, w istocie jest ,,snem o nagości człowieka, uwięzionego w strojach najdziwaczniejszych i najokropniejszych.’’ Podczas zabaw i romansów, spuszczeni ze smyczy złodziejaszkowie porywają i , jak przypuszcza Szarm, gwałcą Albertynkę, zaś Hufnagiel rusza na czele Lokajstwa do galopu. Akt III dzieje się na zamku Himalaj , po dwóch wojnach światowych i rewolucji.

Odpowiednio zmieniają się żurnale mód, historyczne mody na kamuflaże (Książe udaje stolik – lampę, proboszcz - kobietę, profesor na czworakach itd.). Gdy wszyscy bohaterowie sztuki składają do trumny swe klęski i cierpienia, a Fior, przeklinając strój i modę, żegna również marzenie o nagości – z trumny powstaje naga Albertynka i triumfuje swą młodością i nagością. Gombrowicz sprzeciwia się symbolicznej interpretacji swego dramatu. Jak twierdził, postaci – znaki z III aktu powstawały za pomocą strukturalnej analizy historycznej. Według autora rewolucja jest zatratą wartości, a w ,,Operetce’’ jest sprawką lokai i złodziejaszków. Z drugiej strony, jednak istnieje pewien związek między triumfem życia, jakim staje się ocalenie Albertynki, a rewolucją. W ,,Operetce’’ zwyżkuje erotyczne pojmowanie dziejów. Erotyka jest napędem, a w nią celuje wszelka młodość i niedojrzałość. Rewolucja działa na ich rzecz, gdyż równouprawnia też w erotyce.

Księżna, w II akcie nie na darmo boi się nagości, gdyż wtedy okazałoby się, że jest taka sama, jak gmin, lęka się poniżenia w ich oczach. Gombrowicz rozumie rewolucję jako orgię plebsu.

Mimo, że rewolucja anarchizuje, nihilizuje ludzkość, dokonuje jednak postępu epokowego. To najęci złodziejaszkowie ocalili w trumnie (ludzkości) nagą Albertynkę i sprawili, że zmartwychwstała. Rewolucja mimo, że groźna, jest porywająca. Tak brzmi końcowy pean: ,,Nagości wiecznie młoda witaj! Nagości wiecznie naga witaj! Nagości nago młoda – młodości nago młoda, naga’’.

"W operetce postacie muszą być operetkowe - notował Gombrowicz - akcja operetkowa, mity operetkowe, a ja usiłowałem władować w nią za dużo. Dopiero więc gdym te treści zawarł w metaforach ściśle operetkowych jak strój, rewia mód, wszystko bardziej składnie mi się zamknęło. (...) Ludzkość traci swoje najpiękniejsze wierzenia, swoje najukochańsze kostiumy. Ani Bóg, ani ideały: nawet rewolucja ginie. Wszystko zmierza ku czarnej trumnie! I wówczas z trumny wynurza się młoda nagość ludzka, wieczna radość naszej wiecznej młodości. Proste, jak operetka".

Po premierze teatralnej, krytyka zgodnie uznała inscenizację Jerzego Grzegorzewskiego za sukces artystyczny tej sceny i osobisty reżysera, który "spojrzał głębiej na rewolucję i ostrożniej na młodość”. Przypomniał, że „światowy przewrót to XX-wieczna rzeź, a nie przebieranka, marzenie zaś o wyzwoleniu z więzów kultury rychło może obrócić się w jakąś współczesną formę niebezpiecznego barbarzyństwa". Ostatnia sztuka w dorobku Witolda Gombrowicza (1904-69) ukazała się w 1966 roku, wraz z III tomem „Dziennika", nakładem Instytutu Literackiego w Paryżu. W odautorskim "Komentarzu", pisarz zasugerował najtrafniejszą inscenizację "Operetki" - w teatrze, ale i w wyobraźni czytelnika. "Monumentalny idiotyzm operetkowy idący w parze z monumentalnym patosem dziejowym - maska operetki, za którą krwawi śmiesznym bólem wykrzywione ludzkości oblicze".

Tym tropem poszedł Jerzy Grzegorzewski. Wykorzystując każdą okazję do zabawy „bosko idiotycznym" żywiołem operetkowym, scenicznym żartem, aluzją literacką czy muzyczną, pokazał świat pędzący na oślep, przez groteskową rewolucję ku autentycznej zagładzie wszystkiego, co dotychczas było ważne. Kiedy "wiatr historii" już zrobił swoje i w finale rozlega się hymn na cześć młodości i nagości, nagle pojawia się złowroga nuta. Ekran ciemnieje, widowisko już się kończy, a groźne skandowanie i tupot podkutych butów nadal trwa.
Jerzy Grzegorzewski był laureatem wielu nagród. Kawalerem Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski i doktorem honoris causa Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi.
Aktorka Anna Dymna tak mówiła o Grzegorzewskim: ,,Przenosił nas w świat swojej, nie zawsze zrozumiałej, wyobraźni i starał się zbierać nasze emocje. Bo jego teatr to był teatr emocji. Nie rozmów, nie słów - a emocji’’.

W swoich inscenizacjach Grzegorzewski nie korzystał z tradycyjnych elementów scenografii teatralnej. Scenografię tworzył sam, wykorzystując gotowe przedmioty z życia codziennego, jak skrzydła samolotów, części instrumentów muzycznych. Teatr Grzegorzewskiego to był teatr kumulacji emocji.

Rzadko inscenizował dramaty w pierwotnej wersji. Tworzył przedstawienia autorskie: adaptował teksty, rozbijając ich fabułę, lub opierał się na własnych scenariuszach, projektował scenografię, reżyserował. W scenografii - przez wiele lat sam przygotowywał dekoracje i kostiumy do swych spektakli - wykorzystywał przedmioty, które zachowując swój użytkowy charakter, nabierały nowych i nieoczekiwanych znaczeń: części instrumentów muzycznych, "werki" fortepianów, skrzydła samolotów, tramwajowe pantografy, elementy wagonów kolejowych itp. Stawały się one przedmiotami symbolicznymi, wędrując z przedstawienia na przedstawienie. Szczególną wagę jako reżyser przywiązywał też do światła.

Komponował widowiska, jak utwory muzyczne, w których aktorzy byli zarówno muzykami, jak i instrumentami. Chętnie sięgał też po stare farsy i operetki, wykazując przy ich przenoszeniu na scenę spore poczucie humoru. Często dokonywał dekonstrukcji budynku teatralnego, odgrywając przedstawienie na widowni, a widzów umieszczając na scenie, niekiedy przenosząc spektakl do foyer, szatni czy labiryntu podziemnych korytarzy. Aktorzy nie tworzyli u niego ról według sztywnych wzorów teatru psychologicznego, raczej wnikali w nastrój chwili: sytuacje sceniczne dyktowane konwencją plastyczną i w atmosferę stworzoną w czasie prób. W ten sposób Jerzy Grzegorzewski przez całe twórcze życie walczył z zastanymi konwencjami czasów małej stabilizacji. Dzięki temu od lat 70. cieszył się opinią najbardziej nowatorskiego z reżyserów pracujących w teatrach instytucjonalnych. Przez niektórych krytyków uważany był za przedstawiciela postmodernizmu.

,,Operetka’’ zapadła mi w pamięć, z jednej strony zachowując zabawne sytuacje i relacje międzyludzkie, błahą historyjkę, z drugiej zaś przekazywała głębokie prawdy moralne o życiu i świecie, których nie sposób jednoznacznie określić, co powoduje, że pozostaje w naszej pamięci na dłużej, niż koniec samej sztuki. ,,Operetkę’’ Gombrowicza poleciłabym każdemu, gdyż jest panoramą całego społeczeństwa, a tym samym każdy znajdzie swoją prawdę.

Rok produkcji: 2001
Czas: 71 min
Autor: Witold Gombrowicz
Reżyseria: Jerzy Grzegorzewski
Obsada: Wojciech Malajkat (Mistrz Fior), Igor Przegrodzki (Książę Himalaj), Beata Fudalej (Księżna Himalaj), Ignacy Gogolewski (Hrabia Szarm), Jacek Różański (Baron Firulet), Kinga Iigner (Albertynka), Wiesława Niemyska, Czesław Lasota (Rodzice Albertynki), Sławomir Federowicz, Łukasz Lewandowski (Złodziejaszki), Jerzy Łapiński (Proboszcz), Mirosław Konarowski (Prezes), Marek Barbasiewicz (Generał), Magdalena Warzecha (Markiza), Jan Monczka (Profesor), Mariusz Benoit (Hrabia Hufnagiel), Waldemar Kownacki (Lokaj Władysław), Paweł Tołwiński (Lokaj Stanisław), Ireneusz Dydliński, Mikołaj Klimek, Sławomir Śmiałek, Maciej Wojdyła (Lokaje), Radosław Elis, Grzegorz Małecki (Lajkonik), Włodzimierz Press (Offenbach), Mirosław Jastrzębski (Pianista), Alina Wieczorkówna (Sufler)

Monika Babula