sobota, 13 sierpnia 2011

Fruit Ninja Kinect

Fruit Ninja Kinect nareszcie wylądowało na Xbox Live Arcade, a co za tym idzie można już pobierać ten tytuł i bawić się za pomocą Kinceta. Czy produkcja, która odniosła ogromny sukces na telefonach, sprawdza się na konsoli Xbox 360?

img
Fruit Ninja Kinect
Tak, tak i jeszcze raz tak! Dobra, ale zacznijmy od początku. Jak pewnie się domyślacie, tytuł fabuły nie posiada, gdyż zabawa jest banalnie prosta. Wyobraźcie sobie, że bierzecie miecz samuraja i zaczynacie ciąć na plasterki owoce spadające z nieba. I to jest właśnie cała esencja gry Fruit Ninja Kinect. Taka prosta produkcja, a cieszy, głównie dlatego, że ludzie z Halfbrick Studios wykonali fantastyczną pracę przy robieniu konwersji tego produktu z telefonów komórkowych dla Xboxa 360 i sensora ruchów Kinect. Ich zaangażowanie widać już od samego początku, kiedy to w menu wybieramy tryb zabawy. Nawigacja jest naprawdę wspaniała i łatwa. Jeden ruch ręki i już jestem w miejscu, w którym chciałem być. Szczególnie cieszy szybkość reakcji Kinecta na ruch. Każde moje „uderzenie” było śledzone doskonale i bardzo precyzyjnie pokazywane na ekranie. Dzięki temu ćwiartowanie owoców jest naprawdę przyjemną sprawą, zwłaszcza, że za bardziej dokładnie i złożone cięcia można otrzymać specjalne bonusy, za które można uzyskać jeszcze większą ilość punktów.. Warto więc się starać.

Fruit Ninja Kinect recenzja gry

środa, 29 czerwca 2011

FEAR 3

Kolejna coraz bardziej „ukonsolowiona” produkcja.

img
FEAR 3
Pierwszy FEAR zasłyną dzięki ciekawym rozwiązaniom, pięknej (jak na tamte czasy) grafice i doskonałemu połączeniu elementów horrorów i produkcji typu FPS. Dwójka natomiast znalazła w tym szaleństwie metodę na zachowanie swojego klimatu, pozostając jednocześnie przyjazną dla graczy konsolowych. Przy produkcji części trzeciej postawiono sobie nieco inne cele. Jakie? Oryginalność poszła na bok, a w grę weszły patenty, które po prostu się sprzedają.

Tak się składa, że w tej serii od głównego bohatera bardziej znana jest mała dziewczynka o imieniu Alma. Ma ona dwóch synów, i trzeciego w drodze. Narodziny tego ostatniego przyniosą na świat zagładę i złe rzeczy. Twoim zadaniem, jako syna, który pozostał przy zdrowych zmysłach pozostaje zabicie własnego brata w celu uratowania planety. Fabuła wydaje się tania i generalnie taka jest. Całość przywodzi na myśl kiepski film si-fi, przy którym nie musimy zbyt wiele myśleć. Chociaż warto dodać, że zakończenie mnie zaskoczyło i to bardzo pozytywnie. Inna kwestia to taka, że autorzy zostawili sobie otwartą furtkę do stworzenia kontynuacji.



niedziela, 19 czerwca 2011

Tanie komputery

?Firma AMSO S.C. działa od 2005 roku, specjalizując się w sprzedaży poleasingowego sprzętu komputerowego. Każdego Klienta traktujemy indywidualnie pod kątem informatycznym, dobierając najlepsze rozwiązania technologiczne.

Naszym celem jest spełnienie oczekiwań Klienta i jego pełne zadowolenie. Komputery poleasingowe przechodzą serię testów, dzięki czemu odbiorca może cieszyć się pełną niezawodnością zakupionego sprzętu. Dopełnieniem jakości jest zawsze konkurencyjna cena. Przekonaj się, że dobry, odpowiadający określonym potrzebom komputer można kupić tanio. Poleasingowe komputery, monitory, notebooki czy serwery zyskały sobie wśród klientów bardzo dobrą opinię. Jest to sprzęt najlepszych światowych firm, który przewyższa osiągami zwykłe składaki. Markowe komputery są bardzo wydajne, ciche, wytrzymałe i niezawodne. Dlaczego warto wybrać naszą firmę? Oferujemy towar najwyższej jakości, pochodzący od renomowanych producentów. Każdy produkt objety jest gwarancją, świadczymy pełną obsługę gwarancyjną i pogwarancyjną. Jesteśmy bezpośrednim importerem, dzięki czemu oferujemy najlepsze ceny na rynku. Zaufało nam już kilka tysięcy klientów, wiele instytucji m.in. Akademia Pedagogiczna w Krakowie, Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet Jagielloński. Gwarantujemy szybką realizację, również większych zamówień, dzięki dużym stanom magazynowym.;

komputery używane tylko w AMSO

środa, 8 czerwca 2011

Film Melancholia

Czy całkowite i natychmiastowe zniszczenie naszej planety, wymazanie jej z mapy wszechświata w wyniku zderzenia z inną planetą, może być wydarzeniem pozytywnym? Z punktu widzenia Justine – głównej bohaterki filmu „Melancholia” – jak najbardziej.

Justine (Kirsten Dunst) twierdzi, że „życie na Ziemi jest złe, nie ma sensu po nim rozpaczać.” Jej świat zawalił się na kilka dni przed zagładą całej planety. Dla pogrążonej w głębokiej depresji Justine koniec świata oznacza wybawienie od konieczności egzystencji, pozbawionej jakiegokolwiek sensu.

Lars von Trier nakręcił nietypowy film katastroficzny, w którym zagłada rozgrywa się bardziej w świecie wewnętrznym bohaterów, mimo realnego zagrożenia, przed jakim staje cała ludzkość, za sprawą tytułowej planety o nazwie Melancholia, znajdującej się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Od tego nie ma ucieczki, zbliżająca się katastrofa jest nieunikniona. Obserwujemy zachowanie kilku bezradnych jednostek ludzkich na kilka dni, kilka godzin, kilka minut przed zagładą.

Wspomniana wcześniej Justine bierze ślub i udaje się wraz z mężem na wystawne wesele, jakie urządza jej siostra Claire (Charlotte Gainsbourg) wraz ze swoim zamożnym i nieco egocentrycznym mężem Johnem (Kiefer Sutherland). Wszystko w jej życiu wydaje się idealne – ma kochającego męża, dobrze płatną pracę, jest piękną, młodą kobietą. A jednak coś bardzo niedobrego dzieje się w jej głowie. W dniu ślubu Justine nieoczekiwanie traci nad sobą kontrolę i coraz bardziej osuwa się w przepaść. Stara się być taka, jak wszyscy oczekują – szczęśliwa. Ale coraz trudniej zachować pozory, wysilić się na uśmiech. W końcu traci resztki psychicznej równowagi... To taki mały, prywatny koniec świata. Perspektywa zagłady całej planety wydaje się jedynie dopełnieniem losu Justine. To z jej perspektywy obserwujemy ostatnie chwile naszego świata.


Melancholia recenzja filmu

poniedziałek, 23 maja 2011

Piraci z Karaibów

Sparrow, Sparrow, Sparrow, Sparrow, Czarnobrody! Co z tego wyszło? Całkiem dobre kino przygodowe z dużą dawką humoru.
img

Seria „Piratów z Karaibów”, za pierwszym razem wniosła bardzo dużo do świata filmu. Głównie za sprawą historii, która odświeżyła morskie pojedynki, ballady natchnione rumem, a także stare, pirackie legendy. Do tego wszystkiego Gore Verbinsky na krześle reżysera wykonał świetną robotę realizacyjną – udało mu się ożywić jedną z najciekawszych sag przygodowych od czasów „Indiany Jones’a”. Czwarta część jak powiedział mój przyjaciel (teraz bezczelnie wykorzystam jego słowa) jest: „lepsza od dwóch poprzednich, ale słabsza od pierwszej”. Jak to się stało, że nie zabijający się piraci, którzy nie mogą pokazać, że naprawdę piją alkohol, a w dodatku mało przeklinają stali się tacy popularni? Głównie jest to sprawka największego promotora filmowego w USA czyli Jerry’ego Bruckheimera. Druga sprawa to fundusze jakimi dysponuje Disney (dlatego też obraz jest tak łagodnie montowany). Trzecią wreszcie jest fakt, że ta seria to dawka świetnej zabawy i kreacji gwiazd, które kolejno miały okazję pojawić się na łajbie „Czarnej Perły”, czy „Latającego Holendra”.


Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach recenzja

sobota, 21 maja 2011

LEGO: Piraci z Karaibów

Na naszych łamach pojawiła się swego czasu recenzja gry Lego Harry Potter: Lata 1-4, i jako że ja otrzymałem ten tytuł do testów, tak i teraz moim zadaniem było dokładnie przyjrzeć się produkcji LEGO: Piraci z Karaibów.

img
LEGO: Piraci z Karaibów
Moda na klocki LEGO nie przemija od lat i, widząc to, duńska firma nadal atakuje graczy swoimi produkcjami. Oczywiście nie są to byle jakie gry, gdyż zawsze opierają się na licencji. Dobrym przykładem może być wspomniany na wstępie tytuł Lego: Harry Potter. Tym razem jednak za pomocą duńskich klocków trafiamy do świata Piratów z Karaibów, a dokładnie do wszystkich czterech wydanych dzieł kinematografii. W grze znalazły się wszystkie najważniejsze wątki, ale trzeba zaznaczyć, że fabuła ukazana jest w całkowicie inny sposób, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Wszystko za sprawą tego, że w tej produkcji wykorzystano dwie zabawne zabiegi. Pierwszym jest przedstawienie historii za pomocą zabawnych scenek. A drugim jest brak podłożonych głosów. Rozmowy odbywają się za pomocą komicznych pomruków, a fabułę rozumiemy dzięki filmikom. Trzeba przyznać, że w tej kwestii producent gry wspaniale wywiązał się ze swojego zadania. Nieraz, bowiem śmiałem się ze zmontowanych scenek.

Świetnie za to oddano postać Jacka Sparrowa, który przypomina tego z film. Mimo że Johny Depp nie pomagał w realizowaniu tej produkcji, to większość charakterystycznych cech wykreowanej przez niego postaci zostało przeniesionych w świat wirtualny w naprawdę udany sposób.

LEGO: Piraci z Karaibów recenzja


piątek, 20 maja 2011

LA Noire

Jest to jeden mały krok dla gry, ale gigantyczny skok dla wirtualnej zabawy. Parafrazując tekst Neiliego Armstronga, tak można określić grę LA Noire. Szczegóły w rozszerzeniu!

img

LA Noire to dość nietypowa gra i można powiedzieć, że tak naprawdę do tej pory nie było tego typu produkcji na rynku. Tym samym należy się wielka pochwała dla firmy Rockstar i Team Bondi, że nie boją się wejść w nowy sektor. Nie oznacza to jednak, że tytuł różni się od pozostałych produkcji wydanych przez tego producenta. Wręcz przeciwnie, LA Noire czerpie garściami z poprzednich gier Rockstar i można to dostrzec na każdym kroku. Niemniej, główny nurt gry daje całkowicie inne doświadczenia, które są niepodobne do niczego, co do tej pory pojawiło się na rynku. Sercem, bowiem tej produkcji są gwałtowne, mroczne i brutalne fragmenty z życia detektywa. Splot wydarzeń został umieszczony po II Wojnie światowej w Los Angeles. Jest rok 1947 i LA przeżywa olbrzymi boom gospodarczy. Miasto przypomina prezent, który z wierzchu jest efektowny i elegancki. Dodatkowo, w tym okresie Hollywood przeżywa swój złoty wiek. Niestety, pod tym efektownym opakowaniem nie zawsze kryje się wymarzony prezent. Wśród społeczeństwa nie trudno odnaleźć ciemnych i bezdusznych typów, którzy niszczą spokój.

W grze wcielamy się w rolę Cole′a Phelpsa, nowego detektywa, który jest weteranem II Wojny światowej (dowiadujemy się o tym z retrospekcji), jego rola w policji rośnie z każdą rozwiązaną sprawą. Co ciekawe, protagonista rozwiązuje zagadki inspirowane rzeczywistymi, które miały miejsce w Los Angeles w latach 40.




LA Noire recenzja